medvideo.pl | Escherichia coli z kurczaków i indyków groźna

Escherichia coli z kurczaków i indyków groźna

Szczep Escherichia coli znajdowany w sprzedawanych w handlu w Europie i USA kurczakach i indykach, może być przyczyną wielu typów infekcji - stwierdza międzynarodowy zespół badawczy.

Naukowcy z interdyscyplinarnego, międzynarodowego zespołu badawczego, kierowanego przez dr Lance'a B. Price'a, PhD, dyrektora Antibiotic Resistance Action Center (ARAC) na George Washington University Milken Institute School of Public Health (Milken Institute SPH), badał możliwości infekcji ze źródeł żywnościowych, ponieważ ze strony klinicystów pojawiło się wiele informacji o możliwości zakażeń zwłaszcza, dróg moczowych.

Infekcje te mogą być bardzo poważne i prowadzić do zajęcia nerek lub nawet krwi, co oznacza zagrożenie życia. Około 80 proc. infekcji tego typu powodowanych jest przez bakterie E.coli, ale tylko kilka szczepów jest odpowiedzialnych za najcięższe infekcje. Za najgroźniejszy uważanych jest szczep ST131, który najczęściej wędruje z pęcherza do krwi. Poważne infekcje tym szczepem są przyczyną śmierci tysięcy osób rocznie w USA i Europie.

Badanie naukowców z międzynarodowego zespołu wykazało, że w procesie produkcji może dojść do skażenia mięsa kurczaków różnymi odmianami szczepu ST131. Naukowcy przez rok analizowali próbki pochodzące z kurczaków, indyków oraz wieprzowiny ,znajdujących się w sprzedaży w supermarkecie we Flagstaff w stanie Arizona. Dodatkowo analizowano także próbki krwi i moczu pochodzące od zakażonych osób znajdujących się w szpitalu Flagstaff Medical Center.

Badacze znaleźli E.coli w 80 proc. z 2452 próbek mięsa i w 72 proc. dodatnich próbek moczu i krwi pacjentów. Jak się okazało, najczęściej spotykanym typem był w obu wypadkach ST131. Pozostawało sprawdzić jakie są relacje między tymi dwoma ustaleniami; w tym celu rozpoczęto sekwencjonowanie genomu szczepów z próbek. Jak się okazało, większość szczepów z kurczaków pochodziło ze szczepu ST131-H22, charakterystycznego dla E.coli występujących u ptaków. Następnie rozpoczęto sekwencjonowanie genomów bakterii z próbek moczu i krwi. Jak się okazało przytłaczającą większość stanowił szczep E.coli ST131-H22, do tego stopnia, że w niektórych próbkach nie znajdowano w ogóle innych bakterii. Podobne wyniki dało sprawdzanie mięsa ze sklepów w Europie, choć, że względu na bardzo sztywne przepisy weterynaryjne Unii Europejskiej zarówno infekcji jak i pozytywnych próbek krwi i moczu było niewiele. Obecnie naukowcy pracują nad testami E.coli dla przemysłu spożywczego, który pomoże w uniknięciu kontaminacji mięsa tym patogenem.

Kobiety, pijące dużo wody unikają infekcji dróg moczowych

Badania amerykańskiego zespołu naukowców udowodniły, że kobiety pijące dodatkowo 1,5 l wody rzadziej zapadają na infekcje pęcherza.

Zespół naukowców z UT Southwestern, kierowany przez dr Yaira Lotana, zajmował się nawracającymi infekcjami dróg moczowych, częstymi zwłaszcza u kobiet. Okazuje się bowiem, z praktyki klinicznej, ze więcej niż 25 proc. kobiet doświadcza powtórnej infekcji dróg moczowych, w mniej niż pół roku po pierwszej, początkowej. Z kolei od 44 do 77 proc. zależnie od wieku, powtórną infekcję przeżywa w czasie mniej niż roku od pierwszej inicjalnej. Symptomami najczęściej spotykanej ostrej infekcji pęcherza jest ból przy oddawaniu moczu, częstomocz i ciągłe uczucie pełnego pęcherza, ciężkość w dolnych partiach miednicy, w ostrych stanach także krwiomocz. Zwykle infekcja taka leczona jest antybiotykami i sulfonamidami.

Tymczasem zespół naukowców z UT Southwestern zauważył iż kobiety, które pija dodatkowo dużo wody, rzadziej zapadają na infekcje dróg moczowych. Jak się okazało, poza zwykła dozą płynów optymalna ilość wypijanego płynu wnosi 1,5 litra, przy czym najlepiej by była to właśnie woda. W czasie 12 miesięcznego badania okazało się, że w grupie badawczej określonej jako Grupa Wodna 93 proc. kobiet miało mniej niż dwa epizody zakażenia i to krótkotrwałe, podczas kiedy w grupie kontrolnej 88 proc. kobiet miało więcej niż trzy epizody zakażenia. O połowę spadła też liczba epizodów zakażenia w Grupie Wodnej - 111 w stosunku do 216 w grupie kontrolnej. Roczna liczba terapii antybakteryjnych wynosiła w grupie kontrolnej 3,6 w stosunku do 1,9 w Grupie Wodnej. W czasie badania w Grupie Wodnej mediana czasu pomiędzy zakażeniami wynosiła 142, 9 dnia, podczas gdy w grupie kontrolnej 85,2 dnia.

Nie tylko grypa jest sezonowa

Naukowcy z USA udowodnili, że podobnie jak grypa, także zachorowania na choroby infekcyjne są sezonowe.

Naukowcy z kilku uczelni w USA, w zespole kierowanym przez dr Micaelę Martinez, z Columbia Mailman School of Public Health, badali kwestię zachorowań na choroby infekcyjne. Jak sie okazało, zachorowania na nie, podobnie jak na grypę, maja także charakter sezonowy.

Zespół dr Martinez zebrał informacje z WHO, U.S. Centers for Disease Control and Prevention (CDC) oraz wcześniejszych publikacji dotyczących tych chorób. Zdołano w ten sposób sporządzić "kalendarz epidemiczny" dla 69 różnych chorób, od przeziębień po dość rzadkie choroby tropikalne. Okazało się, ze typowy rok to zachorowania na grypę zima, ospa wietrzna wiosną, a rzeżączka i polio latem - by wymienić te najczęściej spotykane. Co ciekawe sezonowość występuje w przypadku takich chorób jak wzw.B; zależy to od geografii występowania tej choroby, ale regularność jest doskonale widoczna, zwłaszcza w przypadku wybuchów choroby. Wcześniejsze publikacje wskazują iż HIV/AIDS ma też charakter sezonowy, zwłaszcza w Afryce, gdzie nagłe wzrosty zachorować związane są z kryzysami przednówkowymi w rolnictwie i brakiem żywności.

Oczywiście sezonowość można dostrzec bardzo dobrze w przypadku chorób wirusowych, jak choćby Zika, ale publikacja zespołu dr Martinez podaje inne przykłady. I tak czynniki ekologiczne, jak rozwój alg, odgrywają dużą rolę w epidemiach cholery. Z kolei cykliczność roku szkolnego odpowiada za zachorowania na odrę. Rytmy biologiczne z kolei są czynnikami warunkującymi takie choroby jak polio.

Co może dać identyfikacja sezonowych rytmów zachorowań? Może określić jakie są czynniki im sprzyjające, np. zakwity alg przy cholerze, co można eliminować niszcząc algi, utrudniając tym samym rozprzestrzenianie się choroby poprzez niszczenie środowiska odpowiadającego bakteriom. W przypadku polio, co ciekawe, czynnikiem epidemicznym są letnie wahania poziomu melatoniny, co powoduje zmniejszanie możliwości działania systemu immunologicznego. Jak stwierdzają autorzy pracy, stworzenie kalendarza epidemiologicznego i określenie czynników, które przyczyniają się rozwojowi schorzeń infekcyjnych, może ułatwić zmniejszenie ich roli, czyli spowodować poprawę zdrowotności całej populacji.

Prosty test dla infekcji

Naukowcy z zespołu holendersko-japońskiego opracowali prosty test dla chorób infekcyjnych. W ciągu kilku lat znajdzie się on w sprzedaży.

Naukowcy z Eindhoven University of Technology i Keio University stworzyli prosty tekst wykrywania infekcji. Składa się ze świecącego paska papierowego i kamery cyfrowej a potrzebna jest do jego wykonania kropla krwi osoby z infekcją. Wykrywanie infekcji bakteryjnej w jego przypadku trwa 20 minut, co jest postępem w stosunku do zwykłego testu CRP, jest też on o wiele tańszy. Może być bardzo przydatny w laboratoriach małych oraz mobilnych np. na terenach państwa III Świata. Test polega na wykryciu różnych typów przeciwciał występujących we krwi w przypadku poszczególnych zakażeń, jako odpowiedzi immunologicznej. Papier z kroplą tzw. sensora luminescencyjnego, odkrytego przez zespół holenderski, po dodaniu kropli krwi osoby zakażonej, po 20 minutach emituje niebieskozieloną poświatę, na zasadzie bioluminescencji. Sensor zawiera bowiem enzym występujący u świetlików, emitujący światło niebieskie, które w miarę upływu czasu konwertuje na zielone. Jednak, jeśli przeciwciało infekcyjne połączy się z enzymem konwersja ta jest blokowana. Jak stwierdził kierujący zespołem prof. Maarten Merkx im silniejszy niebieski komponent, tym większa koncentracja przeciwciał.

Kamera cyfrowa pozwala dokumentować i zarazem ocenić nasycenie, zaś zdjęcie można porównać z danymi wzorcowymi, umieszczonymi w prostej aplikacji na notebooku lub komputerze stacjonarnym w szpitalu lub przychodni. Możliwe jest użycie nie dedykowanej kamery cyfrowej, ale zwykłego smartfonu, z dobra kamerą cyfrową. Pierwsze testy wykazały iż nowe rozwiązanie bez problemów wykrywa wirusy, zwłaszcza HIV i dengi niezależnie od koncentracji, oraz infekcje bakteryjne. Według prof. Merkxa test dostępny będzie na rynku za najdalej 5 lat.

Matematyka pomoże przewidzieć rozprzestrzenianie się chorób infekcyjnych

Matematycy i statystycy kanadyjscy i belgijscy opracowali metodę matematyczną, która pozwoli pracownikom instytucji zdrowia publicznego na określenie czy choroby infekcyjne będą się rozprzestrzeniać i w jaki sposób to nastąpi.

Opracowanie nowej metody jest efektem projektu zespołu z University of Waterloo, kierowanego przez prof. Chrisa Baucha z Department of Applied Mathematics. Jak stwierdził prowadzący, do tej pory przy opracowywaniu modeli rozprzestrzeniania się chorób infekcyjnych, izolowano je z kontekstu społecznego, nie bardzo więc było wiadomo jak relacje miedzy ludźmi mogą przyczyniać się do rozwoju chorób w populacjach ludzkich np. w dużych miastach.

Dodanie dynamicznych relacji społecznych powoduje iż naukowcy mogą stwierdzić jak szybko dany patogen może się rozprzestrzeniać i jakie środki podjąć, aby ten proces ograniczać. W ten sposób można też określić w jaki sposób dochodzi do nagłych zakażeń spowodowanych mutacjami dobrze znanego wirusa czy bakterii. Model przetestowano i doskonale wytłumaczył rozprzestrzenienie się takich chorób jak ebola czy SARS. Tymczasem dotąd stosowane modele tego nie tłumaczyły, bowiem zachowanie ludzi w czasie epidemii zmieniało się dramatycznie np. zaczynali używać masek, ale też zdejmowali je zbyt wcześnie. W efekcie panika na tle patogenów powodowała iż paradoksalnie, łatwiej im było się rozprzestrzeniać. Te same zachowania dotyczą każdej epidemii w tym tak prostych jak zapalenie gardła o podłożu wirusowo-bakteryjnym, corocznie spotykane w Europie jesienią i wczesną zimą, które często przechodzi w fazę lokalnych epidemii. Nowy model rozprzestrzeniania się zachorowań i występowania takich lokalnych epidemii, opracowany przez prof. Baucha i jego współpracownika, Joe'go Pharaona, uwzględniający zachowania społeczne może ułatwić zrozumienie, kiedy należy spodziewać się epidemii lokalnych i jak im zapobiec oraz kiedy można oczekiwać przerodzenia się ich w rozległe epidemie schorzeń bakteryjnych, nie tylko wirusowych.

Udostępnij ten artykuł

Facebook Twitter Messenger

Komentarze

Zapraszamy do obserwowania naszego profilu na facebook'u